50 przypadkowych faktów o mnie.

Powiem Wam szczerze, że regularnie zastanawiam się czy trzymać bloga przy życiu, skoro w moich wpisach nie ma absolutnie żadnej regularności… Z drugiej strony, kto powiedział, że muszę go prowadzić z kalendarzem w ręku, według jakiegoś magicznego klucza? Ano nikt. Żeby jednak nie było pusto i nudno, zainspirowana wpisami na innych blogach postanowiłam podzielić się kilkoma przypałowymi  faktami o mnie. Część z nich będzie dość oczywista i znana, część absolutnie nie. Miłej zabawy i błagam, jeśli macie w zanadrzu podobne kwiatki, podzielcie się nimi w komentarzach! 🙂

No to jazda:

  1. Miałam być chłopcem – tak przynajmniej wymyślili sobie rodzice. Tłumaczy to jednak wysoki poziom testosteronu i cały szereg innych, typowo męskich cech charakteryzujących moją skromną osobę.
  2. Przestałam lubić swoje imię po tym, jak kolega określił je mianem: „takie strasznie twarde i nieprzyjemnie brzmi”. No cóż. Fanką swojego drugiego imienia też nie jestem, bo zbyt typowe.W zasadzie to od zawsze marzyłam o oryginalnym imieniu, nawet jeśli okrutne dzieci miałyby się z niego śmiać!
  3. Za dzieciaka byłam straszną gadułą i uwielbiałam zaczepiać ludzi w poszukiwaniu nowych znajomości. Nie miałam problemu powiedzieć: „Cześć, jestem Pati” do przypadkowych ludzi na basenie, plaży, w sklepie, piaskownicy, szkole, gdziebądź. A teraz? Spróbuj mnie zaczepić na dłużej niż 30 sekund, zwłaszcza jeśli się spieszę i stoję w stukilometrowej kolejce w Biedronce, na bank poznasz tę przemiłą, słodką Pati…
  4. Musiałam też być nieźle rozwydrzona – do dziś pamiętam jak dosłownie uciekłam rodzicom na hali targowej, do bólu urażona (i obrażona) faktem, że nie chcieli mi kupić tamtej konkretnej zabawki. Skończyło się komiczną gonitwą niczym z filmów o Benny Hill, porządnym laniem i siedzeniem po ciemku w łazience. Zamknięta na klucz. Nic dziwnego, że mam skłonności do klaustrofobii, ale jakby nie patrzeć sama się prosiłam.
  5. Z drugiej strony zaś większość dzieciństwa spędziłam w kościele, gdzie ochoczo czytałam podczas niedzielnej mszy. Co nie zmienia faktu, że byłam łobuzem i z łobuzami się trzymałam. Lubiłam też bić się z kolegami, którzy przezywali mnie gruba Berta, i podkradać gumy do żucia z pobliskiego spożywczaka. Tego najbliżej kościoła oczywiście.
  6. Niezbyt cieszyłam się z prezentów w postaci lalek Barbie, bardziej jarały mnie samochodziki. Mama do dziś ma zachomikowany karton z poturbowanymi pięknościami z plastiku, którym z lubością wyrywałam nogi. Mocno wierzę, że w ten sposób już od małego przejawiałam bunt przeciwko nierealnym ideałom kobiecego piękna ;-).
  7. Moja miłość do książek zaczęła się już w podstawówce, gdzie nawet udało mi się dostać wyróżnienie za największą ilość wypożyczonych lektur.
  8. Ukochana bohaterka (i seria książek) mojego dzieciństwa to rudowłosa, wygadana „Ania z Zielonego Wzgórza”.
  9. Książki też nie raz przyprawiły mnie o łzy i dożywotnią traumę – weźmy chociażby O psie, który jeździł koleją! A potem przyszedł czas na Harry’ego, zarwane noce i depresja (Syriusz, Dumbledore, Snape…). Być może przez to zaliczyłam kilka lat przerwy od czytania, ale miłość powróciła potem ze zdwojoną siłą i trwa do dziś.
  10. W ostatniej klasie podstawówki miałam zaszczyt reprezentowania szkoły w poczcie sztandarowym. Przynajmniej do czasu, gdy zdecydowałam się pofarbować włosy na czerwono, co nie spotkało się z aprobatą pani dyrektor.
  11. Jak wszyscy jarałam się Dragon Ball, Sailor Moon i całą masą japońskich kreskówek na TV Polonia. Anime i japońską kulturę lubię zresztą do dziś i chciałabym bardzo odwiedzić kiedyś Kraj Kwitnącej Wiśni.
  12. Obiektem mojej największej fascynacji pozostają jednak Indie i wszystko co z nimi związane. Nadal planuję dotrzeć tam przed trzydziestką (o kurna, to już za rok!), mimo, że bardzo się boję tej wyprawy.
  13. Jak dotąd raz jeden zaliczyłam dłuższy pobyt w szpitalu i operację – usunięcie woreczka żółciowego, i to już w wieku 14 lat. Przetrwałam, bo przecież w głębi duży zawsze byłam Xeną wojowniczą księżniczką. Ewentualnie Larą Croft.
  14. Jako nastolatka szalałam za Ich Troje. Mama do dziś wspomina nasze wspólne koncertowe wycieczki przez pół polski i trzyma w szufladzie autografy Wiśni i Mandaryny (teraz słucham zupełnie innej muzyki, ale czemu miałabym się wypierać, że kiedyś było inaczej? ;-)).
  15. Uwielbiałam też Britney i wcielać się w nią na szkolnych konkursach Mini Playback Show (oops, I did it again!).
  16. Mieszkałam przez 9 miesięcy w Hiszpanii w ramach wymiany studenckiej Erasmus.
  17. Zaraz po przygodzie z Erasmusem zaliczyłam przygodę z Australią (czyt. gonitwę za niespełnioną „miłością”), dokąd poleciałam całkiem sama. Mało tego, nocleg w Sydney załatwiłam sobie przez bardzo popularny wtedy Couch Surfing. No cóż, przynajmniej „przy okazji” odwiedziłam ukochaną kuzynkę w Melbourne!
  18. Kocham jeść i chciałabym móc jeść. Taki paradoks mojej choroby, ale mogę przysiąc, że gdyby nie zaburzenia odżywiania, pewnie zbankrutowałabym na zakupach spożywczych. Najpewniej przez słodycze, no bo Panie, na co komu obiad? Czekolada to życie!
  19. O właśnie, zakupy. Nie potrafię wydać kroci na ubrania lub kosmetyki, jak większość babek. Wpuście mnie jednak tylko do księgarni…
  20. Mam lekkie ADHD i żeby wysiedzieć 2 godziny w kinie poprzedzam seans 5km spacerem. Nie pytajcie, jak bardzo cierpię w pracy (biurowej, siedzącej, madre mia, co ja robię tu?).
  21. Nie piję alkoholu. W ogóle. Nigdy nie byłam pijana na tyle, żeby urwał mi się film, nie znam też uczucia kaca. Za to palę papierosy. Nobody’s perfect.
  22. Jestem strasznym nerwusem i niezwykle ławo mnie wyprowadzić z równowagi. O łzy też nietrudno.
  23. Chciałabym mieć zwierzątko, ale oprócz braku czasu powstrzymuje mnie niesamowity pech i wspomnienia z dzieciństwa o uciekających przez okno kotach, gryzących chomikach i smażących się na dywanie rybkach-samobójcach…Za to nieźle mi szło z Tamagochi, ale już Simsy regularnie topiłam w basenie (usuwając barierki), ewentualnie pozwalałam im spłonąć wraz z całą kuchnią w celowo wywoływanych pożarach.
  24. Nie planuję, nie chcę nie lubię i nie mogę mieć dzieci. Na palcach jednej ręki mogę policzyć te, które toleruję (i wszystkie to rodzina).
  25. Do dziś nie przeczytałam ani jednej książki Stephena Kinga (a taki ze mnie mol książkowy). Jakoś mnie nie ciągnie.
  26. Ku zdumieniu większości znajomych nie oglądam Gry o Tron (nie rozumiem fenomenu, podobnie jak Star Wars).
  27. Kilka lat temu kupiłam PS4 właściwie tylko po to, żeby zagrać w Wiedźmina 3. Oprócz niej przeszłam kilka innych, popularnych tytułów, a potem jakoś z braku czasu mój wewnętrzny gamer umarł (za to za dzieciaka szalałam na konsoli!).
  28. Codziennie muszę zrobić trening i spacerować przynajmniej pół godziny. Gdy z jakichś powodów jest to niemożliwe, wpadam w furię.
  29. Mam swój stały rytm dnia, obejmujący konkretne godziny jedzenia i ‚kawowe’. Gdy z jakichś powodów… patrz wyżej.
  30. Do obiadu, codziennie po pracy oglądam Jeden z dziesięciu. W weekendy mam depresję z powodu braku emisji.
  31. Ostatnio odkryłam, że jestem bardzo wrażliwa na zmiany faz księżyca. Może to przez to, że jestem zodiakalnym Rakiem. Niby nie wierzę w bzdety typu horoskop, ale naprawdę cierpię w czasie pełni!
  32. Nie potrafię znieść brzydkich zapachów i nie spocznę, dopóki nie znajdę źródła i go wyeliminuje. Jak na złość za każdym razem gdy jadę autobusem z moim lubym towarzyszy nam jakiś przyjemniaczek, innymi słowy wydzielający woń alkoholu i tygodnia bez kąpieli żul spod monopolowego.
  33. Mam naturalny (acz zmarnowany) talent do rysowania, za to absolutny brak słuchu i nieprzeciętne zdolności do fałszowania.
  34. Uwielbiam za to tańczyć, nawet marzyłam o karierze w zespole Michaela Jacksona, ale i to marzenie zweryfikowała brutalna rzeczywistość. Tych kilku lat spędzonych w kaszubskim zespole pieśni i tańca jednak nikt mi nie odbierze, nawet jeśli zmuszona byłam przebierać się za chłopaka, z braku ochotników płci męskiej… Co tam, wystąpiliśmy nawet dla Jana Pawła II w Sopocie! Było się czym chwalić babci.
  35. Kocham zwiedzać świat, ale samo podróżowanie zaczęło mnie męczyć. Gdyby tak istniała teleportacja…
  36. Nienawidzę tłumów, w zatłoczonych miejscach uruchamia mi się z automatu tryb fight or flight.
  37. Jestem beznadziejnie zakochana w Gerardzie Butlerze („This-is-Sparta!” jak ktoś nie kojarzy). Gdybym jednak miała zmienić orientację dla kobiety, byłaby to Eva Green.
  38. W ludzkim ciele podobają mi się obojczyki i mięśnie skośne brzucha.
  39. Lepiej się czuję w towarzystwie mężczyzn niż kobiet, zarówno prywatnie jak i w pracy.
  40. Fascynują mnie języki obce, mówię po polsku, angielsku, hiszpański i włosku (w tej kolejności, jeśli chodzi o płynność) i rozważam naukę przynajmniej jeszcze jednego, jak doba zacznie mieć 48h.
  41. Choć lubię kolory, prym wiedzie od zawsze czarny, stanowi też jakieś 90% mojej garderoby.
  42. Mam dwóch młodszych braci, stąd pewnie moja irytująca skłonność do mamowania.
  43. Jestem przeokropnym zmarzlakiem i nadal marzę o wyprowadzce w jakieś cieplejsze miejsce.
  44. Nie lubię odkładać rzeczy „na później”, wszystko musi być zaplanowane i zrobione teraz, zaraz, co doprowadza mojego chłopa do szewskiej pasji.
  45. Podejrzewam, że mam jedne z najbardziej pojechanych snów na świecie. Czasami zastanawiam się, co mi w tym mózgu siedzi…
  46. Mam 2 tatuaże, każdy inspirowany hinduizmem.
  47.  Pomimo, że mam prawo jazdy, od prawie 7 lat nie jeżdzę. Wciąż prześladuje mnie trauma po wypadku, który na szczęście nie skończył się tragicznie.
  48. Najbardziej boję się klaunów, utraty kontroli i… śmierci.
  49. To będzie smutne, ale moim największym marzeniem na tę chwilę jest obudzić się i przeżyć jeden calutki dzień bez uczucia pt. boli mnie cały człowiek i w dobrym nastroju. Naprawdę, nic więcej mi do szczęścia nie trzeba.
  50. Kocham jednorożce i mocno wierzę, że jestem jednym z nich!

Ciekawa sprawa, myślałam, że nie uda mi się dobić do 50, a tu proszę – wpis powstawał dość spontanicznie przez kilka dni i okazało się, że mogłabym tak jeszcze długo! Udało mi się Was czymś zaskoczyć?

I know you love me, xoxo